r/wroclaw • u/No-Football-2221 • 16h ago
Gdzie najlepiej pracuje się jako kurier? Moje doświadczenia z Glovo i Uber Eats
Przez praktycznie całe wakacje pracowałem jako kurier jedzenia we Wrocławiu – na początku jeździłem dla Glovo, a później przerzuciłem się na Uber Eats. Chciałem się podzielić swoim doświadczeniem i jednocześnie zapytać osoby, które jeździły dla różnych aplikacji: gdzie według Was najlepiej się pracuje jako kurier?
Po moich doświadczeniach zdecydowanie bardziej odpowiadał mi Uber Eats, głównie ze względu na elastyczność, zarobki i zasięg kursów. Ale ciekawi mnie, jak to wygląda u innych, szczególnie w przypadku Wolt, Bolt Food czy innych aplikacji.
Glovo vs Uber Eats – moje odczucia
Po pierwsze, dużo większa elastyczność. W Uberze nie ma takiego systemu sesji jak w Glovo. Na Glovo musiałem wcześniej ustawiać sobie sesję i dodatkowo pilnować wyznaczonych stref, np. że od 12:00 do 13:00 jeżdżę tylko po zachodniej części Wrocławia. W Uberze po prostu włączam aplikację i jadę tam, gdzie chcę.
Druga kwestia to zarobki. Oczywiście dużo zależy od dnia, pogody, liczby zamówień itd., ale u mnie różnica była dość wyraźna. Na Uberze zdarzało mi się zarobić około 200 zł w 6 godzin, podczas gdy na Glovo mój najlepszy wynik to było około 120 zł w 6 godzin (nigdy go nie powtórzyłem).
Żeby nie opierać się tylko na dwóch liczbach, poniżej wrzucam konkretne przykłady.
Glovo
Wszystkie poniższe wyniki z Glovo dotyczą lipca:
- niedziela – 87 zł, 16:00–18:30 – 6 dostaw
- wtorek – 60 zł, 19:00–21:00 – 5 dostaw
- poniedziałek – 71 zł, 17:00–20:00 – 6 dostaw
- niedziela – 69 zł, 17:00–20:00 – 5 dostaw (był boost za złą pogodę)
- sobota – 127 zł, 12:00–13:30 + 17:00–21:00 – 10 dostaw
- poniedziałek – 102 zł, 17:00–20:00 – 9 dostaw
Tutaj chyba jeździłem jeszcze na zwykłym rowerze:
- środa – 87 zł, 13:00–14:00 + 18:00–20:00 – 8 dostaw
- piątek – 108 zł, 12:00–14:00 + 19:00–21:00 – 8 dostaw
- czwartek – 40 zł, 12:00–13:00 – 3 dostawy
Uber Eats
Dla porównania moje wyniki z Uber Eats:
- czwartek – 92 zł, 17:00–19:00 – 7 dostaw
- niedziela – 37 zł, 19:00–20:00 – 2 dostawy
- poniedziałek – 157 zł, 12:30–15:00 + 19:00–20:00 – 8 dostaw
- wtorek – 88 zł, 13:00–14:00 + 18:00–19:00 – 6 dostaw
- środa – 75 zł, 17:00–19:00 – 4 dostawy
- czwartek – 70 zł, 12:00–13:30 – 4 dostawy
- piątek – 85 zł, 17:30–20:00 – 5 dostaw
Od tego momentu wszystkie wyniki dotyczą już sierpnia:
- poniedziałek – 48 zł, 17:30–18:30 – 2 dostawy
- wtorek – 135 zł, 14:00–15:00 + 18:30–20:30 – 8 dostaw
- środa – 177 zł, 12:00–13:30 + 17:30–20:30 – 12 dostaw
- czwartek – 191 zł, 15:30–19:30 – 11 dostaw
- piątek – 150 zł, 13:00–14:30 + 18:00–20:30 – 9 dostaw
- sobota – 50 zł, 12:30–14:00 – 3 dostawy
Ważna rzecz dotycząca tych godzin
Te godziny nie zawsze oznaczają dokładny czas, który spędzałem poza domem. Zazwyczaj trzeba do tego doliczyć jeszcze około 30 minut na powrót do domu, zależnie od tego, gdzie skończyłem ostatnią dostawę.
Czyli np. jeśli wpisuję 17:00–20:00, to niekoniecznie oznacza, że o 20:00 byłem już w domu. Czasami dopiero wtedy kończyłem ostatnią dostawę i dopiero wracałem.
Najbardziej lubiłem jeździć w godzinach 12:00–14:00, potem robić przerwę i wracać od 17:00 do 21:00. Wynikało to z kilku powodów.
Po pierwsze, zmęczenie, szczególnie kiedy jeździłem na zwykłym rowerze. Po kilku godzinach ciągłej jazdy naprawdę zaczynało się to odczuwać.
Po drugie, bateria w rowerze elektrycznym. Nie wynajmowałem roweru z wypożyczalni tak jak osoby, które jeżdżą w ten sposób na stałe. Miałem rower od kolegi i tylko jeden akumulator. Z tego co wiem, osoby korzystające z wypożyczalni często mają dwa akumulatory, więc mogą jeździć znacznie dłużej bez przerwy.
I po trzecie – ból tyłka XD. Naprawdę. Po około 4 godzinach jazdy ciężko było już wytrzymać, szczególnie że ten rower miał takie sportowe siedzenie, które zdecydowanie nie było stworzone do wielogodzinnej jazdy.
Jeszcze jedna różnica – zasięg
Na Uberze trafiały mi się zamówienia nawet kilka kilometrów poza Wrocław, więc miałem wrażenie, że jest większa różnorodność tras i więcej możliwości złapania kolejnego kursu.
Dla mnie był to plus, chociaż oczywiście czasami taki kurs może też oznaczać konieczność powrotu z miejsca, gdzie nie ma kolejnych zamówień.
Gotówka i napiwki
Dużym plusem Ubera było też to, że nie miałem problemu z gotówką. Nie musiałem co chwilę ogarniać wpłat do bankomatu czy przelewów do firmy, jak zdarzało się przy Glovo.
Z drugiej strony, kiedy pojawiała się gotówka, czasem można było trafić na całkiem spoko napiwki. Nie oznacza to oczywiście, że na Uberze ich nie ma — dostałem kilka, szczególnie podczas upałów, kiedy klienci mówili: „Masz na picie”. Nie były to jakieś niebotyczne sumy, ale zawsze robiło się miło, kiedy ktoś dawał od siebie 10 zł.
Koszty i zużycie sprzętu
Trzeba też pamiętać, że zarobiona kwota to nie jest czysty zysk.
W zwykłym rowerze raz poszła mi dętka w tylnym kole, a w elektryku zdarzyło się to dwa razy. Oprócz tego zajechałem przedni hamulec, który również musiałem naprawić.
Przy regularnej jeździe trzeba więc brać pod uwagę takie rzeczy jak naprawy, części czy ogólne zużycie roweru.
Podsumowując
Po całych wakacjach moje odczucia są takie, że Uber Eats zdecydowanie bardziej mi odpowiadał niż Glovo – głównie przez większą elastyczność, moim zdaniem lepsze zarobki i większy zasięg kursów.
Ale to jest tylko moje doświadczenie z Wrocławia i konkretnego okresu. Możliwe, że w innych miastach sytuacja wygląda zupełnie inaczej.
Dlatego jestem ciekawy Waszych doświadczeń. Jeśli jeździliście jako kurierzy dla Uber Eats, Glovo, Wolt, Bolt Food, Pyszne albo innych aplikacji – gdzie według Was najlepiej się pracuje i dlaczego?
Najbardziej interesuje mnie porównanie pod kątem zarobków, elastyczności, liczby/zasięgu dostaw, kosztów i ogólnego komfortu pracy.